Od kamienia litograficznego do fotografii

Jednym z ważnych kroków na tej drodze ku narodzin fotografii był wynalazek niemieckiego grafika Aloisa Senefeldera, który w latach 90. XVIII wieku opracował litografię. Technika ta do dziś funkcjonuje w sztuce jako technika artystyczna – zobacz koniecznie nasz cykl o grafice artystycznej. Wykorzystywała ona niezwykłą właściwość tłuszczu i wody – tłusta farba przyjmowała się w odpowiednio przygotowanych miejscach kamienia, a odpychana była przez miejsca zwilżone wodą.

Litografia pozwalała powielać ręcznie wykonane rysunki. Ale właśnie możliwość zastąpienia ręki człowieka działaniem światła stała się inspiracją dla francuskiego fizyka i wynalazcy Josepha Nicéphore’a Niépce’a.

Niépce nie chciał początkowo zostać fotografem. Chciał po prostu znaleźć wygodniejszy sposób na wykonywanie reprodukcji. I właśnie w tym tkwi jedna z najbardziej fascynujących historii narodzin fotografii: fotografia nie narodziła się z potrzeby stworzenia sztuki, lecz z potrzeby rozwiązania praktycznego problemu.

Znikające obrazy

Około 1816 roku Niépce eksperymentował z papierem pokrytym chlorkiem srebra. Światło rzeczywiście potrafiło pozostawić na nim obraz. Był jednak pewien problem – obrazy były słabo widoczne, a przede wszystkim znikały pod wpływem dalszego działania światła.

Niépce nazywał je rétines, czyli „siatkówkami”, porównując swoje eksperymentalne obrazy do działania ludzkiego oka. To piękna metafora: fotografia próbowała wówczas naśladować naturę, ale jeszcze nie potrafiła zapamiętać tego, co zobaczyła.

W kolejnych latach wynalazca testował różne substancje. Eksperymentował między innymi z żywicą gwajakową, a później z naturalnym asfaltem syryjskim – substancją, która pod wpływem światła twardniała.

W 1825 roku udało mu się dzięki niej stworzyć fotograficzną kopię siedemnastowiecznej ryciny. Dwa lata później powstała kolejna kopia – tym razem portret kardynała Georges’a d’Amboise. Co ważne, obie prace przetrwały do naszych czasów.

Były to jednak jeszcze nie fotografie w dzisiejszym rozumieniu. Prawdziwy przełom miał dopiero nadejść.

Osiem godzin, jedno okno i początek fotografii

W 1827 roku Niépce ponownie skierował swoją camerę obscurę na świat. Efektem był obraz znany jako „Point de vue du Gras” – widok z okna jego pracowni. Dzisiaj uznaje się go za pierwszą zachowaną fotografię wykonaną za pomocą aparatu.

Trudno wyobrazić sobie warunki, w których powstało to zdjęcie. Zamiast ułamka sekundy Niépce potrzebował prawdopodobnie około ośmiu godzin ekspozycji. Światło musiało więc przez niemal cały dzień mozolnie zapisywać obraz na płytce pokrytej bitumem. I właśnie dlatego fotografia wygląda tak niezwykle.

Słońce w ciągu tych kilku godzin zmieniło swoje położenie. Cienie na budynkach przesunęły się, a na fotografii pojawiły się po obu stronach architektury. Zdjęcie nie przedstawia więc jednego konkretnego momentu. Jest raczej zapisem wielu godzin światła skompresowanych w jeden obraz.

To niezwykły paradoks pierwszej fotografii: żeby zatrzymać chwilę, trzeba było pozwolić jej trwać przez wiele godzin

Niépce i Daguerre – spotkanie, które zmieniło wszystko

W 1829 roku Niépce rozpoczął współpracę z paryskim malarzem i scenografem Louisem Daguerre’em. Daguerre interesował się obrazem i iluzją – tworzył między innymi dioramy, czyli spektakularne przedstawienia wykorzystujące światło, malarstwo, efekty dźwiękowe i ruchomą widownię.

Obaj mieli więc różne motywacje, ale podobny cel: stworzyć obraz, który nie będzie wymagał tradycyjnego malowania.

Niépce wniósł do współpracy swoją heliografię, Daguerre – własne doświadczenia i nowy model camery obscury. Niestety Niépce zmarł w 1833 roku, zanim fotografia zdążyła osiągnąć swój wielki przełom. Daguerre kontynuował jednak eksperymenty.

Kilka lat później świat miał już mówić o dagerotypii.

Dagerotypia – fotografia rodzi się naprawdę

Dagerotypia była technologią zupełnie inną od współczesnej fotografii cyfrowej. Zamiast matrycy czy filmu wykorzystywano srebrną albo posrebrzaną płytkę.

Najpierw powierzchnię uczulano parami jodu, tworząc warstwę jodku srebra. Po naświetleniu w camerze obscurze obraz był początkowo niemal niewidoczny. Następnie płytkę poddawano działaniu par rtęci, które wzmacniały niewidzialny jeszcze zapis światła. Na końcu obraz trzeba było utrwalić.

Brzmi skomplikowanie? Bo takie właśnie było.

Pierwszy fotograf musiał być trochę chemikiem, trochę optykiem, trochę rzemieślnikiem, a czasem zapewne również człowiekiem o ogromnej cierpliwości.

Dagerotyp miał jeszcze jedną niezwykłą cechę. Nie był odbitką. Był pojedynczym, unikatowym obiektem. Każda fotografia istniała tylko w jednym egzemplarzu. Obraz można było oglądać jak pozytyw lub negatyw, zależnie od kąta padania światła. Jego powierzchnia była delikatna i wymagała starannego przechowywania.

W czasach, gdy dzisiaj możemy zrobić sto zdjęć w ciągu minuty i od razu je skasować, taka fotografia była czymś zupełnie innym.

Człowiek pojawia się na fotografii

Jednym z największych problemów pierwszych fotografów był czas.

W 1839 roku wykonanie dagerotypu mogło wymagać 15–30 minut ekspozycji. Wyobraźmy sobie, że ktoś mówi nam dzisiaj: „Proszę się nie ruszać. Ani trochę. Przez pół godziny”. Nie brzmi jak idealny przepis na udany portret.

Wczesne fotografie najczęściej przedstawiały więc architekturę, krajobrazy i martwe natury – wszystko, co potrafiło cierpliwie pozostać w bezruchu. W jednym z pierwszych dagerotypów przedstawiających paryski bulwar nie widać tłumu przechodniów ani powozów. Zniknęły podczas długiej ekspozycji. Został natomiast człowiek stojący nieruchomo przy pompie. Uważa się go za pierwszego człowieka zarejestrowanego na fotografii w plenerze.

Fotografia zaczęła więc powoli łapać ludzi.

Jak wytrzymać podczas robienia zdjęcia?

Wraz ze skracaniem czasu ekspozycji fotografia portretowa zaczęła rozwijać się bardzo szybko. Pomagały w tym zarówno udoskonalenia chemiczne, jak i optyczne.

Jednym z pomysłów było stosowanie specjalnych podpórek pod głowę. Nie dlatego, że fotograf chciał stworzyć szczególnie elegancką pozę, ale dlatego, że najmniejszy ruch mógł zniszczyć zdjęcie. Próbowano także skracać ekspozycję, pokrywając twarz fotografowanej osoby białym pudrem, który mocno odbijał światło.

Brzmi trochę absurdalnie? Być może. Ale w początkach fotografii granica między nauką, eksperymentem i odrobiną szaleństwa była bardzo cienka.

Pierwsze fotograficzne studio

W 1839 roku Robert Cornelius wykonał swój autoportret, uznawany za pierwszy znany fotograficzny portret studyjny. Kilka lat później prowadził już jedne z najwcześniejszych atelier fotograficznych w Stanach Zjednoczonych. Fotografia zaczęła wychodzić z laboratoriów i pracowni wynalazców. Trafiła do ludzi.

W 1840 roku w Nowym Jorku otwarto pierwsze fotograficzne studio portretowe. Wkrótce podobne miejsca pojawiły się w innych miastach – między innymi w Londynie i Moskwie.

Narodził się nowy zawód, a wraz z nim – nowy sposób patrzenia na siebie.

Fotografia zaczyna podglądać świat

Kiedy udało się skrócić czas ekspozycji, fotografowie zaczęli kierować obiektywy coraz dalej.

Fotografowano nie tylko ludzi i budynki. W 1840 roku John William Draper wykonał dagerotyp Księżyca. Kilka lat później powstawały coraz lepsze fotografie astronomiczne, na których można było dostrzec szczegóły powierzchni Srebrnego Globu.

Fotografia zaczęła więc robić coś więcej niż tylko „robić zdjęcia”. Zaczęła dokumentować, badać i odkrywać. Stała się narzędziem nauki, dokumentacji, pamięci i komunikacji.

Narodziny fotograficznej obsesji

Kiedy w 1839 roku rząd francuski oficjalnie udostępnił szczegóły technologii dagerotypii wszystkim zainteresowanym, fotografia przestała być sekretem kilku eksperymentatorów. Na jednym z pokazów zaprezentowano między innymi dagerotyp przedstawiający paryski bulwar. Technologia zaczęła błyskawicznie zdobywać popularność.

Dagerotypy wykonywano jako portrety, pejzaże, widoki architektury, sceny mikroskopowe czy obrazy stereoskopowe. Fotografie oprawiano w szkło i umieszczano w eleganckich pudełkach, medalionach, broszkach i innych przedmiotach.

Czarno-białe obrazy zaczęto nawet ręcznie kolorować. Narodziło się zjawisko określane mianem „dagerotypomanii”. Fotografia stała się modą. A przede wszystkim – stała się dostępna dla coraz większej liczby ludzi.

A wszystko zaczęło się od światła

Historia pierwszych fotografii jest fascynująca właśnie dlatego, że nie była prostą historią jednego wynalazku. To była seria prób, pomyłek, chemicznych eksperymentów, przypadkowych odkryć, udoskonaleń optyki i godzin spędzonych w laboratoriach – więcej o początkach fotografii znajdziesz tu

Niépce chciał usprawnić litografię. Daguerre chciał znaleźć sposób na tworzenie obrazów dla swoich dioram. Herschel rozwijał chemię fotografii i wprowadził do jej języka takie pojęcia jak „fotografia”, „negatyw” i „pozytyw”. Kolejni eksperymentatorzy skracali czas naświetlania, ulepszali obiektywy i zwiększali trwałość obrazów. Nikt z nich nie mógł jeszcze wiedzieć, dokąd zaprowadzi ich ta niezwykła idea.

Dziś fotografujemy wszystko: ludzi, jedzenie, podróże, koty, zachody słońca i kawę, zanim zdążymy ją wypić. Możemy zrobić zdjęcie w ułamku sekundy, natychmiast je obejrzeć i wysłać na drugi koniec świata.

A jednak każde współczesne zdjęcie ma gdzieś w sobie ślad tamtych pierwszych eksperymentów. Bo fotografia zaczęła się od bardzo prostego pytania:

Czy można sprawić, żeby światło samo narysowało obraz?

Odpowiedź pojawiła się ponad dwieście lat temu. Początkowo potrzebowała ośmiu godzin, potem trzydziestu minut, następnie kilkudziesięciu sekund.

A potem fotografia zaczęła przyspieszać. I właściwie od tamtej chwili już się nie zatrzymała.