Historia fotografii nie jest opowieścią o jednym genialnym wynalazcy. To historia setek lat cierpliwości. To opowieść o filozofach obserwujących zaćmienie Słońca, o malarzach zamykających światło w ciemnych komnatach, o alchemikach eksperymentujących ze srebrem i o naukowcach, którzy przez całe życie próbowali odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy można zatrzymać światło?
Camera obscura
– prototyp aparatu fotograficznego
Pewnego słonecznego dnia ktoś zauważył niezwykłe zjawisko. Przez małą szczelinę wpadało światło, a na przeciwległej ścianie pojawiał się obraz świata znajdującego się na zewnątrz. Obraz ukazywał się wyraźnie, choć… do góry nogami. Można było wtedy uznać to za magię, teraz wiemy, że to czysta fizyka.
Zjawisko, które dziś nazywamy camerą obscura (dosł. komora ciemna), znali już starożytni Chińczycy, Grecy i Arabowie. Arystoteles (384–322 p n e ) podczas częściowego zaćmienia Słońca obserwował obraz stworzony na ziemi przez promienie słoneczne przechodzące poprzez prześwity w koronach drzew. Matematyk Euklides z Aleksandrii (przełomie IV i III wieku p n e ) w swoje pracy Optyka sformułował prawo załamania się światła oraz zasadę prostoliniowego rozchodzenia się promieni świetlnych. Ten sam tytuł nadał swojemu dziełu arabski matematyk i astronom Alhazena (Abu Ali Ibn al Hasan al-Haytam) z Basry (965 – ok 1040). Opisywał on działanie soczewek oraz prostoliniowe rozchodzenie się światła, co stworzyło możliwości budowy teleskopu i innych urządzeń optycznych. Pierwszym eksperymentatorem w dziedzinie optyki był angielski filozof Roger Bacon (1214–1294) Przeprowadzał on doświadczenia nad właściwościami soczewek i rozpraszaniem światła w pryzmatach.
Przez kolejne stulecia camera obscura stawała się coraz doskonalsza. Początkowo była po prostu zaciemnionym pokojem. Później zamieniła się w drewnianą skrzynkę, a niewielki otwór zastąpiła soczewka. Każde pokolenie uczonych dodawało coś od siebie. Giovanni Battista della Porta (1538–1615) zastosował układ soczewek oraz lustro, tworząc konstrukcję przypominającą współczesną lustrzankę.
Camera obscura marzenie artystów
Leonardo da Vinci (1452–1519) opisał działanie camery obscura z niezwykłą dokładnością. Widział on dla niej niezwykle zastosowanie, które mogło ułatwić pracę artystom. Już wcześniej zwrócił na to uwagę włoski malarz, poeta i filozof Leon Battista Alberti (1404–1472), autor traktatów, między innymi „O malarstwie”, „O rzeźbie” i „O architekturze”. Malarze byli zachwyceni. Po raz pierwszy mogli wiernie odrysowywać miasta, budowle i krajobrazy z niemal fotograficzną dokładnością, dzięki rzucanemu przez światło obrazowi. Camera obscura stała się ich sekretnym pomocnikiem. Korzystał z niej do malowania widoków Warszawy nadworny malarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego Bernardo Bellotto zwany Canalettem. Wciąż jednak camera obscura pozostawała tylko narzędziem do obserwacji. Obraz istniał wyłącznie tak długo, jak długo wpadało światło.

Kiedy chemia spotkała światło
W tym samym czasie, w laboratoriach alchemików i chemików, rodziła się druga część tej historii. Przeprowadzano eksperymenty związane z wpływem światła na niektóre związki chemiczne. Już Arystoteles stwierdził, że chlorofil, zielony barwnik roślin, powstaje pod wpływem światła. Dostrzegano, że niektóre barwniki bledną pod wpływem działania światła.
Dopiero eksperymenty ze związkami srebra przyniosły przełomowe odkrycia i przybliżyły nas znacząco do wynalezienia przydatnego dla fotografii materiału światłoczułego.
Niemiecki filozof teolog i alchemik Albert Wielki (Albertusa Magnusa, ok 1193–1280) otrzymał azotan srebra, zwany też lapisem lub kamieniem piekielnym, jako wynik eksperymentu reakcji srebra z kwasem azotowym. Zauważył jego niezwykłe właściwości zmiany barwy na czarną. Późniejsi badacze widzieli, że substancja ciemnieje, lecz błędnie sądzili, że odpowiada za to powietrze.
Przełom nastąpił dopiero w XVIII wieku. Johann Heinrich Schulze (1687–1744) przygotował mieszaninę zawierającą azotan srebra i wystawił ją na działanie słońca. Ku swojemu zdumieniu odkrył, że ciemnieją jedynie miejsca oświetlone. Gdy zasłaniał światło nitką lub papierowym szablonem, na powierzchni pojawiały się jasne linie i napisy. To był pierwszy moment w historii, kiedy człowiek świadomie wykorzystał światło do stworzenia obrazu. Był jednak pewien problem. Obraz znikał. Po pewnym czasie cała powierzchnia ciemniała i wszystko przepadało bez śladu.
Pierwsze fotograficzne portrety zaczął tworzyć francuski fizyk Jacques Charles (1746–1823) Uzyskiwał on sylwetki profili ludzkich głów na papierze powleczonym chlorkiem srebra. Głowa modela była oświetlana. Światło padało na materiał światłoczuły, a cień tworzył białe niedoświetlenia. Białą sylwetkę wycinano i powtórne ją naświetlano, aby uzyskać czarny obraz.
Wszystkie elementy układanki
Na początku XIX wieku fizycy doskonale rozumieli działanie światła. Optycy budowali coraz lepsze obiektywy. Chemicy znali światłoczułe właściwości soli srebra. Artyści marzyli o urządzeniu, które samo potrafiłoby rysować. Brakowało tylko jednego człowieka, który połączy wszystkie te odkrycia. Tak na scenie pojawił się Joseph Nicéphore Niépce…
CDN 🙂